sala obserwacyjna w szpitalu psychiatrycznym

Dziecko w szpitalu psychiatrycznym: scenariusz dla ojca

Życie pisze najlepsze scenariusze.  Ale te najbardziej dramatyczne też! I kiedy widzowie wokół Ciebie wzdychają Boże, ja bym chyba tego nie przetrzymał! ty – jako rodzic – musisz trwać niczym skała, bo jesteś właśnie teraz potrzebny jak nigdy wcześniej. Choć wewnętrznie rozpadasz się na milion kawałków. Codziennie.

Takie grzeczne dziecko

Asia jest najstarszym z trójki rodzeństwa i pochodzi z rodziny pachtworkowej. Jej mama zaszła w ciążę z wieloletnim partnerem, ale już w kilka miesięcy po rozpadzie związku.  Po urodzeniu Asi układała sobie życie na nowo i później była już w nowym związku ze swoim obecnym mężem. Asia wtedy przebywała u dziadków. Była pogodnym, rozpieszczanym bobasem i rozwijała się zdrowo. Opieką podzieliły się wszystkie strony tej historii, choć w nierównym zakresie. Mama była najrzadziej obecna w jej życiu; delikatnie można napisać, że nowy partner nie przepadał za Asią.

Piotr także ułożył sobie życie na nowo. Doczekał się też drugiej córki, więc kiedy Asia weekendy spędzała z nimi, chętnie zajmowała się młodszą siostrą. Tak przynajmniej oceniają to dorośli. Skądinąd wiemy, że najstarsze rodzeństwo dzięki młodszym braciom i siostrom czasami miewa tak zwyczajnie po ludzku – przechlapane! Asia jednak nigdy się nie skarżyła.  Kiedy poszła do szkoły, od początku była wzorową uczennicą. Angażowała się w życie klasy, została harcerką, wykazywała ponadprzeciętne talenty i uzdolnienia. Dla kogoś, kto obserwowałby ją z zewnątrz – ideał dziecka!

Opowieść Piotra mogłaby dalej snuć się leniwie, gdyby nie dramatyczne przeżycia, które wstrząsnęły rodziną, kiedy Asia kończyła VI klasą podstawówki. Piotr odebrał telefon i usłyszał, że córka pewnego dnia wpadła w szał. Dosłownie zdemolowała swój pokój i zabarykadowała się w nim, była też cała we krwi. Okazało się, że podobne awantura miała miejsce wcześniej, ale nikt się z nimi nie dzielił z ojcem, temat wstydliwy. Ojciec został poproszony o zajęcie się córką, Dziadkowie z jej mamą nie byli w stanie jej opanować.

W domu taty, jak ona sama wspomina, nie było lepiej, jeśli chodzi o samookaleczenia, ale nie było rzucania talerzami o ścianę. Po kilku dniach trafili razem na chirurgię do szpitala dziecięcego na Niekłańskiej z ranami, które były zbyt poważne, aby tylko zalać je gencjaną. Kiedy w szpitalu lekarz zalecił konsultację psychiatryczną, Piotr początkowo to zignorował.  Chyba nie chciał dopuścić myśli o psychicznym podłożu tego nie dającego się nijak zaklasyfikować wydarzenia.

Dlatego po kolejnym epizodzie samookaleczania pojechali do innego szpitala, gdzie nikt nie zwrócił na nich większej uwagi.

Wtedy zaczął się wyścig z czasem: znaleźć jak najszybciej lekarza psychiatrę dziecięcego zanim Asia zrobi sobie jakąś naprawdę poważną krzywdę.
Wtedy nadeszła noc z bardzo głośną burzą, waliły pioruny, włączyły się alarmy w okolicznych domach i samochodach, ale za to zgasło światło w okolicy. Asia zaczęła przeraźliwie krzyczeć, to był bardziej skowyt przerażonego stworzenia niż płacz. Tata próbował dostać się do jej pokoju, ale drzwi były zastawione stołem i krzesłami.

Kiedy w końcu rodzinie udało się do niej dostać, okazało się, że cały pokój jest zdemolowany, ale w bardzo specyficzny sposób.

Wszystkie dostępne papiery były porwane na drobne kawałki, wszystkie zabawki, koce i poduszki były ściągnięte na ziemie, Asia zdjęła też materac z łózka i przeciągnęła w kąt. Dziecko uwiło sobie z tych porwanych kawałków i pluszaków coś na kształt gniazda, w którym zwinięta w kłębuszek ułożyła się do snu. Być może to gniazdo stanowiło jej azyl, w którym chowała się przed zewnętrznym światem?  Tego pewnie się nie dowiemy.

Dwa dni później udało się umówić na wizytę u psychiatry w Mazowieckim Centrum Neuropsychiatrii (MCN) w Józefowie.

Szpital Psychiatryczny Józefów: izolacja czy wyzwolenie

Dopiero wtedy wyszła na jaw dramatyczna sytuacja dziewczynki, która od wielu długich miesięcy dokonywała samookaleczeń, skrzętnie ukrywając rozdrapane do krwi ciało pod ubraniami. Decyzja ordynatora szpitala była jak uderzenie obuchem: dziecko natychmiast musiało zostać w szpitalu. Rodzice mają tylko dowieźć ubrania, ale już nie rzeczy osobiste. Tylko odcięcie od dotychczasowego środowiska i ludzi (nawet z rodziny!) mogło spowodować zatrzymanie tego systematycznego procesu samoniszczenia.

Późniejsza retrospekcja pokazała, kilka punktów zwrotnych dla psychiki dziewczynki. Pierwszym z nich, wg lekarza miała być decyzja o wyprowadzce jej mamy z mężem z Warszawy i pozostawienie córki pod opieką dziadków w wieku 3,5 roku. Kolejnym prawdopodobnym mógł być stres ojca po rozpadzie jego małżeństwa i zostanie samemu z dwiema córkami. Asia wtedy miała 7 lat i szła do szkoły. Jednak obecne zmiany w zachowaniu Asi nasilały się od co najmniej dwóch lat. W tym czasie dziewczynka wycofała się z aktywności w harcerstwie, ograniczyła lub wręcz zerwała kontakty ze znajomymi. Zaczęła wycofywać się wewnątrz siebie i regularnie okaleczała swoje ciało, co doskonale potrafiła ukryć pod czarnymi, oversizeowymi ubraniami i grubymi rajstopami. Uśpiła czujność rodziny, która myślała, że zmiany w zachowaniu dziewczynki związane są z rozpoczynającym się burzliwym okresem dojrzewania.

Mogłoby się wydawać, że decyzja o umieszczeniu dziecka w szpitalu spowoduje, że rodzina odetchnie z ulgą: oto bowiem Asia trafia w miejsce, gdzie na pewno uzyska profesjonalną pomoc. Nic bardziej mylnego. Przynajmniej dla Piotra, którego zaczęło wówczas ogarniać coraz większe przerażenie i pojawiało się coraz więcej pytań. A, co gorsza, szpital nie dawał na nie odpowiedzi! Nic tak nie frustruje jak brak jasnej informacji. Zwłaszcza o stanie zdrowia dziecka i zwłaszcza w takim miejscu jak szpital psychiatryczny.

Obraz szpitala kreślony przez Piotra daleko odbiega od przyjaznego i konkretnego opisu, jaki znajduję na stronie placówki w Józefowie: Oddział psychiatrii dziecięcej w Józefowie przeznaczony jest dla dzieci do 15 roku życia. Celem oddziału jest postawienie diagnozy lekarskiej, włączenie leczenia (farmakoterapii, zaplanowanie psychoterapii), diagnoza psychologiczna, objęcie pacjenta i rodzinę psychoterapią, nadzór nad procesem leczenia w trakcie pobytu w szpitalu oraz wydanie stosownych zaleceń rodzinie i dziecku po wypisaniu ze szpitala.  Diagnostyka zaburzeń psychicznych oraz propozycje terapii prowadzone są zgodnie z obowiązującymi standardami diagnostyki i leczenia. W naszym szpitalu dużą wagę przykłada się do przestrzegania praw dziecka/pacjenta.

Dane Naczelnej Izby Lekarskiej nie brzmią już tak przyjaźnie jak powyższy opis: w Polsce mamy ok. 390 psychiatrów dziecięcych (wobec ponad 4000 w terapii dorosłych). Izba twierdzi, że potrzebuje jeszcze dodatkowe 200 osób, ale myślę, że to zaniżona liczba. Dość powiedzieć, że w Józefowie Asia miała bardzo ograniczony kontakt z zabieganą panią ordynator, która była jej lekarzem prowadzącym. Cudowny człowiek, który dwoił się i troił, ale i tak doba była za krótka na zajęcie się wszystkimi i w takim zakresie jak było to potrzebne. Ilu psychiatrów potrzebowała i potrzebuje placówka w Józefowie, żeby normalnie funkcjonować? Nieistotne. I tak ich nie dostanie, bo psychiatra dziecięcy to zawód mocno deficytowy. Nikt nie chce się kształcić w tej specjalizacji. Jest ona wyjątkowo trudna, wymagająca wiedzy z paru dyscyplin i nieprawdopodobnie obciążająca emocjonalnie.

Tu niedobór, tam nadmiar i to dozowanie

Piotr odczuwał niedobór opieki psychiatrycznej.  Co rano pędził kilkadziesiąt kilometrów, żeby na bieżąco zdobywać informacje o stanie zdrowia Asi. Nie zawsze mu się to udawało.  Bywały dni kiedy kolejne kilkadziesiąt kilometrów – do pracy, pędził mocno sfrustrowany i zrezygnowany. A po południu znowu przemierzał te same dziesiątki kilometrów, żeby spotkać się z córką, żeby choć w kilku promilach uczynić jej pobyt w tym miejscu bardziej znośnym. Choć sam nie wierzył za bardzo, czy cokolwiek w szpitalu można było znośnym nazwać.

łóżko w szpitalu psychiatrycznym
Łóżko na oddziale dziecięcym szpitala psychiatrycznego w Józefowie. Młodzi pacjenci jeśli mają długopis to piszą na materacach wiersze albo złote myśli.

Obraz tego miejsca – w jego zamkniętej części, bo o tym oddziale piszemy –  zarówno w opowieściach dorosłych, jak i samych dzieci-pacjentów, przywołuje na myśl tanie horrory osadzone gdzieś poza czasem i przestrzenią. Odpychająco zielone, zimne lamperie, puste pozbawione mebli pokoje, nieprzytulne metalowe łóżka z obitymi materiałem skóropodobnym materacami to obraz sal obserwacyjnych, gdzie ze względu na brak miejsc dzieci są trzymane nawet kilka miesięcy. W reszcie sal dla pacjentów niewymagających stałej obserwacji były tanie łóżka z płyty i nawet szafki na ubrania, tyle, że ze względu na bezpieczeństwo z wymontowanymi drzwiami. Obowiązuje zakaz posiadania jakichkolwiek przedmiotów – wszystko może być groźne, pociąć się można przecież kartką z książki.

Mimo niewyobrażalnie dużego zaangażowania nielicznej kadry, na każdym kroku czuje się ogrom niedostatku. Wszędzie tam, gdzie to uzasadnione – jasne jest, że nie wolno dzieciom dawać czegoś, co w ich rękach mogłoby okazać się groźne. Jednak najuboższe z możliwych jedzenie, racje żywnościowe – kwotowo niższe niż więzienne, zrozumienia wzbudzić nie potrafią. NIK, która niedawno opublikowała raport o paskudnym jedzeniu w polskich szpitalach, do Józefowa pewnie nie dotarła. Inaczej na pewno zamknęliby placówkę jako niebezpieczną dla zdrowia z powodu serwowanego jedzenia. I to w miejscu, gdzie wiele dzieci ma poważne problemy związane z zaburzeniami odżywiania!

Jeśli dzień w szpitalu był bez niespodzianek i uda się uzyskać zgodę ordynator, Piotr może zabrać córkę na 2 godzinny spacer. Starał się zabierać Asię do znajdujących się w pobliżu szpitala restauracji, pizzerii, aby ją dokarmić. I nie były to łatwe wycieczki. Z jednej strony, taka przepustka ze szpitala była nagrodą w terapii i nie zawsze przysługiwała dziecku, z drugiej strony Asia cierpiała, jak wiele innych dzieci, na zaburzenia odżywiania i nie zawsze pozwoliła się dokarmić. I wreszcie, nie zawsze chciała, żeby tata, czy ktoś z rodziny, ją odwiedził. Dozowała kontakt z sobą, co powodowało jeszcze głębszą frustrację i cierpienie Piotra, który starał się być blisko córki i który nie zawsze potrafił zrozumieć jej zachowanie. Mógł je tylko uszanować. Czy to mu przynosiło ulgę? Jeszcze dziś na samo wspomnienie łzy same cisną się do oczu.

Bywały w szpitalu momenty szczególnie ciężkie. Na przykład wtedy, kiedy po ataku agresji Asię trzeba było wsadzić do izolatki, odziać w kaftan bezpieczeństwa lub przywiązać do łóżka. Widok, który powoduje, że każdemu rodzicowi pęka serce. Rozpacz miesza się z poczuciem totalnej bezsilności. Klęski właściwie. Wtedy najczęściej powracają też pytania o własne rodzicielskie potknięcia i zaniedbania. I nie pomagają tłumaczenia, że te pytania są bezzasadne.  Po głowie tłuką się też pytania o to, czy ten kaftan jest konieczny. Stosowanie tzw. przymusu bezpośredniego w szpitalach psychiatrycznych budzi kontrowersje, ale ubogi katalog środków, jakimi dysponuje placówka, nie pozostawia wiele miejsca na dyskusje. Jest kaftan, zastrzyk lub przywiązanie pasami do łóżka.

sala obserwacyjna w szpitalu psychiatrycznym
Izolatka czyli sala obserwacyjna. bohaterka naszej opowieści spędziła w niej kilka tygodni.

W szpitalu było jeszcze coś, co budziło grozę: zapach, który nieraz przyprawiał o zawrót głowy. Nie bawmy się w eufemizmy. Tam po prostu nieznośnie śmierdziało! Na oddziale przebywały dzieci do 15 roku życia z bardzo różnymi schorzeniami psychiatrycznymi: depresje, schizofrenie, nerwice natręctw. Zapewne niektóre miały zaburzoną kontrolę procesów fizjologicznych, część dzieci kompletnie zaniedbywała higienę, do której miały i tak ograniczony dostęp.  Klimatyzacji w takich miejscach nie ma a większość okien jest zabite na stale i oddzielone kratami.

Na oddziale panował też nieustanny hałas. Dzieci śpiewały, krzyczały, miewały ataki paniki, agresji. Czy ktoś nad tym wszystkim panował? Średni personel medyczny: pielęgniarki i pielęgniarze, opiekunowie. To na ich barkach spoczywał ciężar opieki nad wszystkimi dziećmi. Jak sobie z tym radzili? Bardzo różnie.

W tych, z punktu widzenia Piotra, uwłaczających godności człowieka warunkach, Asia próbowała jakoś funkcjonować. Znalazła znajomych. Wszyscy mocno się wspierali i pilnowali, żeby nikt nie robił sobie czy innym krzywdy. Wbrew obiegowym opiniom, nie zdarzyło jej się doznać aktów przemocy ze strony innych pacjentów, nie czuła się poniżana i odstawiona na margines. Wprost przeciwnie.  Pobyt w szpitalu, mimo strasznej nudy i panujących w nim warunków wspomina jaką realną pomoc, której wtedy bardzo potrzebowała. Czuła, że powoli odzyskuje panowanie nad sobą. Spędziwszy w Józefowie całe wakacje, we wrześniu została wypisana i poszła do gimnazjum. Ale szybko okazało się, że ta decyzja została podjęta za wcześnie. Już po tygodniu dziewczynka sama poprosiła o odwiezienie jej z powrotem do szpitala. Nie była gotowa na powrót do zwykłego życia.

W tym miejscu trzeba zrobić dygresję na temat jej wyboru szkoły. Okazało się, że niezależnie od pierwotnej decyzji podjętej wspólnie z rodzicami, Asia dokonała zmiany gimnazjum i postawiła Piotra przed faktem dokonanym, prosząc o podpisanie stosownych dokumentów. Później powiedziała, że to był jej pierwotny wybór, ale o nim nie mówiła. Dziewczynka zamieniła szkołę na taką z klasami integracyjnymi. Choć wtedy był mocno zaskoczony, teraz, z pespektywy czasu, uważa to za bardzo dobry wybór i kilkakrotnie podkreśla mądrość swojej córki. Gimnazjum okazało się bardzo przyjaznym miejscem. Szkoła wielokrotnie wspierała Asię podczas jej drugiego pobytu w szpitalu, dzieci wysyłały jej listy, kartki, trzymały kciuki. Były pomocne także po powrocie Asi ze szpitala. Słowem – przyjazne miejsce, jakich oby było więcej na edukacyjnej mapie miasta!

Kiedy zatrzymuje się czas

Od września zamiast szkoły był zatem znowu Józefów. Dla ojca nadeszły kolejne miesiące funkcjonowania w niewyobrażalnym stresie. Skoncentrowany na Asi zaniedbywał rodzinę, jego związek zaczął się rozpadać. Ledwie nadążał z zadaniami w pracy. Sam nie wie skąd czerpał jeszcze siłę, żeby co rano podnosić się z łóżka. Co więcej, dla dobra córki należało podjąć wysiłek odbudowania poprawnych relacji z jej matką. Stosunki między rodzicami odgrywały istotną rolę w procesie terapii. To kolejne trudne wyzwanie, ale ze względu na dobrostan dziecka warto było je podjąć.

Dni upływały na przemierzaniu rano 60 km z domu do Józefowa, pospiesznych rozmowach z terapeutami, jeśli udało się ich złapać, potem 40 km do pracy, a po południu w odwrotnej kolejności: z pracy do Józefowa, potem do domu. Gdzieś po drodze była jeszcze psychoterapia rodzinna: musiał nauczyć się na nowo nauczyć się funkcjonować z Asią, poza tym sam potrzebował już psychologa. Ciężar przeżyć stawał się nie do wytrzymania.

Tak intensywna jesień miała zakończyć się spokojniejszymi świętami. Nic nie zapowiadało dramatycznego finału roku. Tymczasem najgorsza próba dla Piotra miała dopiero nadejść. Tuż przed świętami Asia była na ostatniej przed wyjściem ze szpitala przepustce. Sprawiała wrażenie uspokojonej. Cieszyła się na powrót do domu i święta? W tym miejscu konieczny jest kolejny znak zapytania.

Tak naprawdę do dziś nie wiemy co się stało. W podróży do szpitala zaczęła usypiać, ale początkowo nie wzbudziło to podejrzeń Piotra. Dopiero kiedy w szpitalu psychiatrycznym w Józefowie zasnęła na dobre i już nie dało się jej obudzić, świat stanął w miejscu. Być może nastąpiło to w tym samym momencie, kiedy wszyscy myśleli, że ustała akcja serca Asi. Nie ma chyba odpowiedzi na pytanie, jak wiele jest w stanie wytrzymać człowiek? Piotr musiał wytrzymać dużo! W szpitalu w Józefowie nie ma zaplecza, żeby podjąć akcję ratunkową. Konieczny był transport dziecka do Otwocka. Tam stwierdzono w jej krwi dużą ilość środków psychotropowych.

Zaskakujący epilog

Asia była w śpiączce przez 2 długie dni i noce, oboje rodzice zmieniali się przy łóżku. Potem dziecko się wybudziło i zostało jeszcze na obserwacji w szpitalu, ale trzeba było zdecydować co dalej. Po epizodzie suicydologicznym szpital otwocki jako nieprzystosowany dla pacjentów psychiatrycznych, odesłał Asię z powrotem do MCN. Tu jednak na jej rodziców i Asię czekała zaskakująca niespodzianka: okazało się, że placówka wyczerpała wszystkie dostępne środki i możliwości i nie jest w stanie kontynuować terapii dziewczyny. Szpital, do którego wskazaniem jest m.in. próba samobójcza, odmówił w tak dramatycznym momencie pomocy!

Kontynuacja psychoterapii odbywała się w domowych warunkach. Asia korzystała i do dziś korzysta z pomocy poznanej w szpitalu pani psycholog. Bezgranicznie jej ufa. Wspólnie wykonały potężną pracę! Postawiona w szpitalu diagnoza: nerwica natręctw, depresja i zaburzenia odżywiania staje się pożółkłą kartką papieru. Odchodzi do historii…Oby!

Relacje między Asią i Piotrem nie są może idealne, ale sporo się nauczyli przez te ostatnie lata wspólnego mieszkania. Po wyjściu ze szpitala dziewczyna zdecydowała bowiem, że zamieszka z ojcem. Przez kilka miesięcy praktycznie tylko, ale potem Asia zatęskniła także za Dziadkami no i oczywiście za swoją mamą, z którą spędza teraz więcej czasu i jak sama mówi ma coraz lepsze relacje. Ojciec z córką relacje między sobą budowali od nowa… grając w Wiedźmina. Codziennie, przez całe miesiące tworzyli zgrany duet: Piotr zabijał potwory, Asia rozwiązywała zagadki – każdy robił to, w czym jest najlepszy.  Przy okazji z sobą rozmawiali, na początku tylko o grze, ale z czasem coraz więcej o innych sprawach. Nawet jeśli nietypowy, to sposób okazał się dość skuteczny.

Myślę, że w tym momencie Piotr powinien z dumą dodać, że mimo ciężkich przeżyć, córka nie zawaliła roku. Nadrobiła wszelkie zaległości i pierwszą klasę gimnazjum zaliczyła w terminie!

Asia ma dzisiaj 16 lat. Skończyła właśnie gimnazjum, wybiera się do jednego z lepszych liceów w Warszawie. Jest nieprzeciętnie inteligentna. IQ sporo powyżej średniej. Chętnie i dużo się uczy. Piotr boi się, że ta nauka, to trochę ucieczka od świata. Może tak, a może nie? Córka bardzo powoli nawiązuje relacje, ma niewielu znajomych, ale może to tylko stan przejściowy?  Może liceum okaże się dla niej fantastyczną przygodą i tu wreszcie rozkwitną jej talenty i życie towarzyskie? Pewnie o tym po cichu marzy jej Tata. I pewnie o tym, żeby już nigdy nie było tak, jak było. Ale pytania o to już mu nie zadam. Wystarczy trzymać kciuki.

Wysłuchała: Urszula Dziewit

Imiona bohaterów zostały zmienione, autorem zdjęć jest ojciec.

 

8 thoughts on “Dziecko w szpitalu psychiatrycznym: scenariusz dla ojca

  1. Sam chorowałem na depresje i nerwicę natręctw 12 lat, zacząłem chorować w wieku Asi. Dzisiaj po kilku latach terapii jestem zdrowym człowiekiem, mogę normalnie cieszyć się życiem, mam dobrą pracę, przyjaciół, wchodze w związki a przede wszystkim uśmiecham się każdego dnia. Nie poddawajcie się, z chorobami psychicznymi można wygrać.

  2. Trzymam kciuki za nich, przeżyłam wiele ciężkich chwil z moją nastolatką i wiem co to znaczy walczyć o dziecko.

Dodaj komentarz

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.