Dzieci niedorosłych rodziców, czyli parentyfikacja oczami dziecka

Ludzkie niemowlę jest najbardziej bezbronne ze wszystkich zwierzęcych dzieci. Bez opieki dorosłych nie przetrwa. Rozwija się pod parasolem miłości mamy i taty. Jest karmione, ubierane, ochraniane. Rośnie w poczuciu bezpieczeństwa. Mama i tata to są najważniejsze filary jego dzieciństwa i baza dla całego późniejszego życia. Bywają jednak sytuacje, kiedy te filary stają się, lub od zawsze są, niestabilne i chwiejne. Wtedy cały ciężar budowania bazy spada na małe ramionka dziecka. Co gorsza, w wielu sytuacjach role zupełnie się odwracają i bezradny, nieporadny i niedorosły do swojej funkcji rodzic oczekuje od dziecka opieki i wsparcia.

Odkąd na Ziemi zamieszkały zwierzęta, jasne było kto kim się zajmuje. Dorosły osobnik tygrysa szablozębnego opiekował się swoim młodym. Dorosły szympans opiekuje się małym szympansem. Tak też jest u ludzi – rodzic zajmuje się dzieckiem. Przeważnie. Bo czasem bywa zupełnie odwrotnie.

Parentyfikacja to sytuacja, kiedy dziecko „przejmuje” dorosłe role w swoim domu i rodzinie. Oczywiście jest to ponad jego siły psychiczne i fizyczne.

źródło: www.poradniapsychologiczna.com.pl

Znane są różne jej rodzaje i przyczyny, jednak dziś chciałabym skoncentrować się na roli “sparentyfikowanego” dziecka, bo niestety coraz więcej młodych ludzi dojrzewa zbyt wcześnie, wchodząc w rolę dorosłego. 

Jak czuje się dziecko niedorosłego rodzica? Czy jest świadome swojej roli?

Otóż nie! Jako dzieci nie jesteśmy świadomi zamiany ról w naszych domach. Rodzic jest dla nas całym światem. Kropka. To nie zmienia się od wieków. Gdy cały świat się wali, robisz wszystko, żeby go podtrzymać, podnieść, ułożyć na nowo. Tak robią dzieci, gdy rodzice nie są w stanie sami poradzić sobie ze swoimi trudnościami (z wielorakich przyczyn). My (jako ich dzieci) wkraczamy w rolę mediatorów, terapeutów, rozjemców, dbamy o dom, rodzeństwo – jednym słowem, stajemy się młodymi dorosłymi. Nasza psychika dojrzewa zbyt szybko. W ciele dziecka (czy później nastolatka) żyje człowiek 30/40-letni.

A co z beztroskimi latami biegania na bosaka po mokrej trawie, pod czujnym okiem mamy czy taty? W końcu mimo wszystko wciąż jesteśmy dziećmi. Oczywiście, biegamy po łąkach, ale nie na bosaka, a w ciężkich butach, zrobionych z ołowiu, smutku, odpowiedzialności, zbyt wczesnej dojrzałości. Buty parentyfikacji są za duże na małe stopy dziecka, ale przecież mając parę(naście) lat, nie jesteśmy świadomi ich noszenia. Żyjemy w świecie, którego centrum są rodzice (bądź rodzic). My nie wiemy, co nosimy na swoich ramionach, żyjemy, mając oficjalnie lat 15, a w rzeczywistości 50.

Jak pomóc dorosłemu dziecku? Czy da się zwrócić utracone lata dzieciństwa?

I tak i nie. Tak, bo pomoc jest możliwa: samo zwrócenie uwagi na rolę dziecka, pracę, jaką wykonuje w domu, podniesie go na duchu. Nie, bo dzieciństwa nie da się zwrócić. Można je jednak “opłakać” na przykład podczas terapii, która okazuje się być niezmiernie pomocna w radzeniu sobie z tym problemem.

Drodzy Rodzice, pamiętajcie o tym, że jesteśmy dziećmi. Przychodzimy na ten świat mali, bezbronni, naiwni – to do Was należy opieka nad nami (oczywiście do pewnego momentu i z zachowaniem zdrowych granic). To nie MY mamy wychowywać Was. Nie zapomnijcie, że dziecko nie jest mediatorem, pomocnym ramieniem, czy workiem treningowym. Jesteśmy tylko albo aż Waszymi dziećmi.

data:  8 Lis 2017 o 15:58
zdjęcie: autor:  Life Of Pix, pexels.com, licencja: Creative Commons Zero 
tekst: autor: Aleksandra Stempień

Dodaj komentarz

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.