Zapiski ze szpitala psychiatrycznego

Na zamknięty oddział psychiatryczny w Mazowieckim Centrum Neuropsychiatrii (MCN) w Józefowie trafiłam ze skierowaniem od lekarza psychiatry. Moja mama leżała wtedy w śmiertelnym stanie na OIOM-ie, a ja od paru miesięcy byłam pod opieką dziadków. W szpitalu spędziłam dwa wakacyjne miesiące po ukończeniu szkoły podstawowej. To tutaj zdiagnozowano u mnie depresję.

Zaopiekuj się mną

Zanim zostanę przyjęta na oddział, pielęgniarki dokładnie przeszukują mnie, a następnie zabierają wszystkie ostre i szklane przedmioty oraz telefon. Nie opieram się. Chcę, aby się mną zaopiekowano. Chcę systemu opartego na jasnych zasadach i granic, które zapewnią mi bezpieczeństwo. Jednak nie umiem o tym rozmawiać, nazwać emocji, które tak się we mnie kotłują. Biegnę do łazienki, wylewam cały szampon i skaczę na pustą butelkę. Gdy przecinam skórę ostrym plastikiem znajduje mnie personel. Staram się powiedzieć: „Pomóżcie mi, proszę”, ale przełykam tylko ślinę. Nie wiem, co się dzieje.

Nie krzyczę

Na pierwsze śniadanie dostaję chleb z masłem, na drugie – rozgotowany makaron w mleku rozcieńczonym wodą. Podczas obiadu rezygnuję z mojej wegetariańskiej diety na rzecz tłustego, mielonego kotleta i zjadam wszystko bez namysłu. Tabletki przeciwdepresyjne chowam pod język i wypluwam, gdy pielęgniarki nie patrzą. Boję się, że mnie uzależnią lub zmienią moją osobowość. Nie dam się faszerować tym świństwem.

Z panią psycholog, która pracuje na oddziale, zaczynam widywać się regularnie raz w tygodniu. Nie lubię jej. Czuję, że traktuje mnie z góry. Ma długie rzęsy, ładnie pomalowane paznokcie i ubiera obcisłe spódniczki, w których tak zgrabnie wygląda. A ja? Nie mam jak wydepilować nóg na oddziale, chowam się więc w sięgających ziemi spódnicach. Pani psycholog mówi mi, że moja głowa przypomina szafę, w której panuje okropny bałagan, a ja myślę, że ze złości zrobię jej zaraz prawdziwy bałagan w gabinecie. Mimo tego, nie odzywam się. Nie krzyczę. Nawet nie płaczę. Nie umiem. Od dawna taka jestem. O wiele lepiej rozmawia mi się z moim psychoterapeutą, z którym widywałam się przed przyjęciem mnie na oddział. Przyjeżdża do mnie, a ja zawsze wyczekuję naszych spotkań, jednak cały czas wbijam wzrok w podłogę.

Zaufałam

Przyglądam się temu, co dzieje się na oddziale i widzę, jak powoli staję się jego częścią. Najbezpieczniej czuję w swojej sali, gdzie spędzam większość czasu. Poznaję bliżej osoby, które chorują na schizofrenię, nerwicę natręctw, zaburzenia lękowe. Są to osoby wrażliwie i często niezwykle utalentowane, ale wszyscy niosą ze sobą ciężki bagaż doświadczeń. Ich dramatyczne historie wstrząsają mną. Nagle nie byłam już jedyną osobą z ranami po samookaleczeniach. Nie byłam dziwna. Bardzo szybko stajemy się przyjaciółmi i dbamy o siebie, jak tyko potrafimy. Często się o nich martwię, ale oni też są przy mnie, gdy tego potrzebuję. Konfrontacja z cierpieniem własnym i innych jest dla mnie trudna.

Personel w końcu orientuje się, że nie zażywam swoich leków i od tej pory moje tabletki są kruszone na gorzki proszek. Lekarka zaprasza mnie do siebie na rozmowę – mija kolejna godzina, a ja wylewam z siebie coraz więcej żalu. W końcu przełamuję się i dopytuję o działanie leków antydepresyjnych. Ku mojemu zdziwieniu na twarzy lekarki pojawia się uśmiech i ze spokojem tłumaczy mi, że nie mam się czego obawiać. Zaufałam. Ale jeszcze wszystkiego jej nie powiem.

Wracam  

28 lipca obchodzę swoje trzynaste urodziny. Od rana przychodzą do mnie listy i paczki z całej Polski, które kryją w sobie ręcznie szyte aniołki, wzorzyste koszulki, pluszaki, książki, słodycze i balony z helem. To moja mama i jej znajomi zrobili mi niespodziankę. Na oddział przyjeżdża nawet moja wychowawczyni, nauczycielka polskiego i nauczyciela muzyki ze szkoły podstawowej.

Kolejny miesiąc mija szybko. Z lekarką prowadzącą widuję się parę razy w tygodniu i potrafimy rozmawiać całymi godzinami.  Jest oszczędna w emocjach, cierpliwa. Nagle te spotkania stają się dla mnie bardzo ważne. Staję się bardziej nerwowa i płaczliwa, ale łzy pomagają mi poradzić sobie z napięciem. Dzielnie zażywam leki antydepresyjne, a w razie potrzeby na bezsenność biorę różowe pigułki, jednak w zaśnięciu znacznie bardziej pomaga mi joga relaksacyjna prowadzona przez jedną z pań pielęgniarek. Nie mam czasu na nudę, opiekunowie zabierają nas na wycieczki rowerowe, do kina i domu kultury. Często spacerujemy po lesie, jemy lody, a w słoneczne dni kąpiemy się w pobliskiej rzece – Świdrze. MCN położone jest na terenie Mazowieckiego Parku Krajobrazowego i okolica jest naprawdę piękna. Wraz z przyjaciółkami najchętniej chodzimy na basen, gdzie są lustra i ciepła woda, których w naszym „szpitalnym SPA” brak. Pomiędzy zajęciami czytam książki i składam żurawie z origami. Udaje mi się nawet ulepić z plasteliny ogromną makietę mojego świata, która szybko staje się atrakcją na oddziale.

Wypis dostałam tuż przed rozpoczęciem roku szkolnego w gimnazjum, nie oznaczał on jednak zakończenia mojego leczenia. Wiedziałam, że powrót do rzeczywistości nie będzie łatwy, a opuszczenie azylu, jakim stał się dla mnie oddział, wzbudzało we mnie lęk. Mimo tego tęskniłam za domem i chciałam zacząć budować swoje życie od początku.

Problemy polskiej psychiatrii

Psychiatria w Polsce zmaga się z problemem niedofinansowania – warunki sanitarne i jedzenie w szpitalach psychiatrycznych dają wiele do życzenia. Miałam ogromne szczęście, że trafiłam na tak dobrych specjalistów. Muszę także podkreślić, że w wakacje na oddziale jest znacznie mniej pacjentów, organizowane są także inne zajęcia niż podczas roku szkolnego.

Pół roku po wypisie ze szpitala zorganizowałam kampanię crowdfundingową „Pomoc małym pacjentom oddziału psychiatrii”, dzięki której udało mi się zakupić nowe wyposażenie do sal terapii na oddziale, na którym byłam pacjentką. Uważam, że warto korzystać z opieki lekarskiej, ciągle starając się o jak najlepszą.


Autorką tekstu jest Amelia Gruszczyńska – uczennica 2 klasy gimnazjum w edukacji domowej. Założycielka „Porcelanowych Aniołków” oraz pomysłodawczyni i organizatorka akcji społecznych i charytatywnych. Amelia bierze udział w kampaniach społeczno-edukacyjnych: „Twarze depresji. Nie oceniam. Akceptuję” oraz „Zobacz… ZNIKAM”. Jej pasjami są dziennikarstwo i medycyna. Marzy o założeniu własnej fundacji pomagającej dzieciom i młodzieży chorującym na depresję. Sama przeszła epizod depresyjny.

5 thoughts on “Zapiski ze szpitala psychiatrycznego

  1. Jedna z najfajniejszych osub jakie znam byla w szpitalu . Do tej pory bylam bardzo ciekawa jak tam jest. Wstydzilam sie jej zapytac .
    Tez choruje na depresje biore leki przez pewien czas moi bliscy zaczeli myslec o szpitalu . Czasami zaluje ze te wszystkie ciezkie chwile przezywalam sama w domu bez inych osub chorych .
    Amelka robisz kawal dobrej roboty z to naleza ci sie brawa . Bardzo wszystkim pomagasz mi tez ❤❤. Niesamowita jest twoja odwaga w dzieleniu sie ruznymi doswiadczeniami kture badz co badz sa trudne
    Pozdrowiam cie serdecznie ❕❕❕❕
    DZB

Dodaj komentarz