Zachowanie szkoły wobec mojej depresji

Czerwony pasek i depresja

Objawy depresji pojawiły się u mnie w szóstej klasie szkoły podstawowej. Byłam wtedy wzorową uczennicą ze stypendium naukowym. Uwielbiałam język polski, matematykę i muzykę. Kiedy śpiewałam, czułam się lekka jak piórko! Pani Ania – moja nauczycielka od muzyki – była wtedy najbliższą mi osobą.

Nagle mama znów trafiła w ciężkim stanie do szpitala, a ja zostałam wraz z dwoma młodszymi siostrami pod opieką dziadka. Z tatą nie chciałam mieć kontaktu. W mojej głowie, jak w kalejdoskopie, przesuwały się obrazy, gdy mama walczyła o życie, gdy tak długo jej nie było, a ja tak bardzo jej potrzebowałam. I wtedy coś we mnie pękło. Pojawił się wielki smutek i żal na jej chorobę, rozwód rodziców, pożar domu i koszmarne wizyty u psychologów, do których mnie zmuszano. Nie potrafiłam sobie z tym poradzić, więc zakopywałam swoje emocje i przykrywałam uśmiechem, jednak one wracały do mnie ze zdwojoną siłą.

Zaczęłam uciekać ze szkoły. Moja wychowawczyni nie potrafiła w to uwierzyć i usprawiedliwiła mi 280 godzin nieobecności. Napięcie rozładowywałam samookaleczając się (więcej na temat problemu autoagresji napisałam tu: link). Miałam problemy ze snem i jedzeniem. Czasami głodziłam się, czasami wymiotowałam po posiłku. Sama nie potrafiłam powiedzieć o tym nikomu. Dopiero pani Ania zobaczyła na lekcji muzyki moje rany po okaleczeniach, gdy podwinęła mi się bluzka. Bardzo mi wtedy pomogła. Poszłam na psychoterapię, gdzie po paru sesjach dostałam skierowanie do psychiatry. Bałam się tej wizyty, dlatego razem ze mną i tatą pojechała moja nauczycielka od języka polskiego. Była też ze mną, gdy przyjmowano mnie na oddział psychiatryczny (więcej o moim pobycie na oddziale napisałam tu: link)

Pomoc, jaką otrzymałam od nauczycieli w szkole podstawowej, znacznie wykraczała poza ich kompetencje. Jestem im za to wdzięczna, bo sama nie dałabym sobie rady.

Plasterki na każdy ból

Całe wakacje spędziłam w szpitalu psychiatrycznym. Pobyt tam pomógł mi stanąć na nogi i wiele mnie nauczył. Pod koniec sierpnia dostałam wypis i we wrześniu zostałam nową uczennicą gimnazjum. Nie ukrywam, że cały czas choroba dawała się we znaki, uczęszczałam na psychoterapię i zażywałam leki antydepresyjne, dlatego szkoła została poinformowana o mojej chorobie. Rada pedagogiczna chciała mnie wesprzeć i nie zapomnę ich życzliwości w stosunku do mojej osoby. Jednak po jakimś czasie coś wymknęło się spod kontroli. 

W mojej klasie było wiele osób, które miały problem z autoagresją i skłonności samobójcze. Moi znajomi, a także nieznajomi, często przychodzili do mnie po poradę, bo byłam jedną z niewielu osób, które mówiły o depresji otwarcie. Był to dla mnie duży ciężar, bo nie miałam na tyle siły, aby pomóc wszystkim. Moim przyjaciółkom robiłam podczas lekcji opatrunki, gdy wracały po przerwie z pociętymi rękami. Pani pielęgniarka bardzo niechętnie przyjmowała do siebie takie osoby, bo miała przed tym spore obawy. Na panią psycholog też nie mogłam liczyć. Mimo, że wielokrotnie prosiłam o pomoc, nauczyciele nie zwracali na to uwagi. Nie chcieli tego zobaczyć.

W ten sposób po pierwszym roku w gimnazjum chciałam przejść na edukację domową, jednak trudno było uzyskać zgodę na taką samodzielną naukę. W szkole byłam nerwowa, przestałam się uczyć i znienawidziłam to miejsce tak mocno, jak potrafiłam.

Któregoś dnia moja przyjaciółka przedawkowała leki i zamknęła się w łazience szkolnej. Byłam przerażona. Całe szczęście była przytomna. Zadzwoniłam na pogotowie, jednak pani dyspozytorka powiedziała mi, że ponieważ jesteśmy na terenie szkoły, to wezwanie może zostać przyjęte tylko wtedy, gdy zadzwoni pracownik placówki. Pobiegałam do pani pedagog, która rozłożyła ręce i pobiegła do pani dyrektor. Dopiero wtedy została wezwana karetka. Długo rozmawiałam z moją mamą i panią dyrektor na ten temat i prosiłam o wprowadzenie profilaktyki samobójstw, jednak pani dyrektor nie wyraziła zgody, ponieważ bała się, że źle to wpłynie na resztę osób w klasie. 

Szkoła zupełnie nie wiedziała, jak reagować w przypadku, gdy u ucznia pojawią się objawy depresji.

Ucieczka ze szkoły 

W końcu udało się załatwić zgodę na moją naukę w edukacji domowej. Na początku miałam obawy, że będzie mi brakować kontaktu z innymi i samodzielna nauka po przebytej depresji może nie być dla mnie korzystna. Okazało się jednak, że opuszczenie szkoły było słuszną decyzją.

Mama, ze względu na swój stan zdrowia, nie mogła pracować, więc luty spędziłyśmy razem ucząc się. Była moją najlepszą przyjaciółką! Nad książkami siedziałam nie więcej niż dwie godziny dziennie, ale miałam więcej zajęć niż kiedykolwiek. W edukacji domowej zupełnie zmieniło się moje podejście do nauki i wreszcie zrozumiałam, że to ja jestem odpowiedzialna za swoją edukację i uczę się dla siebie. Polubiłam biologię, chemię, fizykę i historię!

Wszystko szło bardzo sprawnie, byłam systematyczna i zmotywowana do nauki. Trudności zaczęły się, gdy mama na początku marca trafiła do szpitala i miesiąc później zmarła. Zostałam zupełnie sama, odpowiedzialna za swoją edukację, ponieważ dziadek, który się mną opiekował, nie był w stanie mi pomóc. Nie poddałam się jednak, przygotowałam się do egzaminów i zdałam je uzyskując bardzo dobrą średnią na koniec roku (w edukacji domowej pisze się tylko jeden duży test, oparty na podstawie programowej, a jego wynik decyduje o ocenie końcoworocznej). Dopiero półtora miesiąca od śmierci mamy, po zdaniu wszystkich testów, przeprowadziłam się do taty.

Od września rozpoczynam naukę w trzeciej klasie gimnazjum w jeszcze innej szkole ze względu na to, że nie ma kto mnie wesprzeć w mojej samodzielnej edukacji. Mimo tego jestem dobrej myśli i uważam, że edukacja domowa była rozwijającym doświadczeniem, które pomoże odnaleźć mi się w systemie szkolnym.


Autorką tekstu jest Amelia Gruszczyńska – uczennica 2 klasy gimnazjum w edukacji domowej. Założycielka „Porcelanowych Aniołków” oraz pomysłodawczyni i organizatorka akcji społecznych i charytatywnych. Amelia bierze udział w kampaniach społeczno-edukacyjnych: „Twarze depresji. Nie oceniam. Akceptuję” oraz „Zobacz… ZNIKAM”. Jej pasjami są dziennikarstwo i medycyna. Marzy o założeniu własnej fundacji pomagającej dzieciom i młodzieży chorującym na depresję. Sama przeszła epizod depresyjny.

6 thoughts on “Zachowanie szkoły wobec mojej depresji

  1. Jesteś niesamowita. Bardzo silna. Tyle przykrych rzeczy Ci się przydarzyło a dalej dajesz radę. Jesteś moim autorytetem.
    Ja niby wyszłam z depresji, ale też się nie poddaję. Przeszłam troszkę w życiu i ono mi nauczyło,że warto żyć, bo życie jest piękne.
    Pozdrawiam serdecznie 🙂

  2. Jestem nauczycielem-wychowawcą (od września nowej klasy). W klasie pojawił się problem mobbingu. Ale nie dowiedziałam się o tym od uczniów tylko od ich bliskich i to nawet nie rodziców. Ponieważ ci nie chcą nagłaśniać sprawy. To bardzo trudne walczyć z problemem samotnie, kiedy poszkodowane osoby nie chcą nic powiedzieć. Kroczy się po omacku. A ja nie chcę dopuścić, żeby ofiary negatywnych oddziaływań koleżanek posunęły się do samookaleczeń na przykład. Czy znasz może jakiegoś psychologa, jakąś stronę gdzie moi uczniowie, ich rodzice i ja sama możemy szukać pomocy? W szkole niestety nie mamy psychologa.

    1. Dla osób w moim wieku polecam komiks „Czarne fale” opowiadający o depresji. Autorzy komiksu (specjaliści) prowadzą również w szkołach lekcje na ten temat. Warto również spojrzeć na stronę kampanii Zobacz… Znikam, której celem jest zapobieganie zachowaniom autodestrukcyjnym u dzieci i młodzieży. Znajdzie tam Pani dużo wartościowych materiałów dla nauczycieli.

Dodaj komentarz