Nie wezmę się w garść!

Osoby chore na depresję często są niezrozumiane. „Wstań, ubierz się, dasz radę!”, „Weź się w garść, życie toczy się dalej!”, „Uśmiechnij się!” – niektórzy mówią to w dobrej wierze, nie wiedząc, jak inaczej nam pomóc, inni zaś w pełni świadomie bagatelizują chorobę bliskiego, z którą nie chcą się zmierzyć. Towarzyszenie osobie w depresji jest bardzo trudne. Bo jak pojąć, że coś, co dla nas jest codziennością, dla kogoś jest wyzwaniem porównywalnym z przebiegnięciem maratonu?

Kiedy w listopadzie zmarł mi dziadek, który przez lata mnie wychowywał, mój świat się zawalił, a serce pękło na milion kawałków. Niewielu rozumiało, co się ze mną działo w pierwszych tygodniach żałoby. Nie płakałam, czując, że nie mam do tego prawa, bo to ja mam być silnym ramieniem reszty rodziny. Dużo natomiast milczałam. A ból zabijał mnie od środka. Kiedy kolejne dni mówiłam babci: „Nie dam rady”, krzyczała na mnie, że muszę się uczyć, bo zaraz matura. Trzeba wziąć się w garść! Ale jak, kiedy już na samą myśl o wstaniu z łóżka cisną się do oczy łzy?

Wizyty u psychologa pozwoliły mi zrozumieć, że nie muszę być silna. Pozwoliły mi na nowo zacząć akceptować moją słabość, do której mam prawo. Uczę się obecnie proszenia o pomoc. Pierwszym krokiem była wizyta u psychiatry i odpowiednie leki. Zaczęły się powolne postępy – wstawanie, chodzenie do szkoły, funkcjonowanie w codzienności stało się względnie możliwe. Jednak kiedy ostatnio znów mój stan zaczął się pogarszać, ponownie usłyszałam, że mam wziąć się w garść. „Nie, nie wezmę się w garść!” – myślałam w duszy. „Ale nie możesz wszystkiego zwalać na leki i liczyć, że one wszystko zmienią!” – nie mogę, to prawda, i nie liczę na to, ale nie mogę też udawać, że nic się nie dzieje. Depresja nie jest tylko chorobą psychiki. Nie można sprowadzić jej do smutku. Depresja jest chorobą, która rzutuje na cały organizm. Nie wystarczy się uśmiechnąć, by pozbyć się depresji, bo schorzenie to  – poza czynnikami psychicznymi – wiąże się także z konkretnymi zmianami w pracy mózgu. Zmniejsza się aktywność neuroprzekaźników, serotonina nie jest produkowana w wystarczających ilościach. Depresję trzeba leczyć farmakologią i terapią, a nie zwykłym „wzięciem się w garść”, dlatego też w depresji trzeba słuchać tego, co mówi nam organizm. Jeśli czujesz, że naprawdę nie masz siły np. iść do szkoły i naprawdę nie musisz tego dnia tam być, to odpuść sobie. Masz do tego prawo. Weź ciepły prysznic, usiądź pod kołdrą z kubkiem ulubionej herbaty czy gorącej czekolady i zaopiekuj się sobą i okaż sobie trochę czułości i zrozumienia. Potrzebuje tego zarówno Twoja psychika, jak i ciało. Kiedy nie będziesz wywierać na sobie przesadnej presji, łatwiej będzie Ci wyjść z choroby.

Bardzo ważne jest też w depresji, aby nie być z tym samemu. Jest to jednocześnie dla wielu strasznie trudne. Osobiście miałam ogromny problem z tym, aby powiedzieć przyjaciółce „potrzebuję Cię”.Przecież ma swoje życie, swoje problemy, nie chcę być dla niej ciężarem. Przecież będzie czuła się źle, bo co może mi powiedzieć? Terapia w depresji uczy mnie mówienia o tym, czego potrzebuję. „Przytul mnie”, „Posiedź ze mną”, „Powiedz mi, że mnie kochasz” – to nie wstyd, to nie wymuszanie czegoś na kimś. To jasny komunikat, który pozwoli uniknąć spięć spowodowanych niespełnionymi oczekiwaniami, których druga strona się nie domyśliła. Im mniej nowych kłopotów, kłótni, tym lepiej 🙂 Niech Twoi bliscy wiedzą, że chorujesz i wiedzą, jak mogą Ci pomóc. Pozwól, by otoczyli Cię opieką, ale bądź też dla nich wyrozumiały. Oni prawdopodobnie nie rozumieją tego, co się dokładnie z Tobą dzieje ani tego, co czujesz. Wierzę jednak, że pragną Twojego dobra, skoro są przy Tobie, tak jak potrafią.

Piszę to zmagając się obecnie z zaostrzeniem choroby. Piszę to, by przypomnieć sobie, a Wam powiedzieć, że małe rzeczy są niezmiernie ważne w procesie wychodzenia z depresji. Jestem dumna z tych, którzy walczą, proszą o pomoc i próbują zaakceptować siebie jako osobę chorą, a nie wariata. Walczmy! 🙂


Autorką tekstu jest Ela Czajkowska – osiemnastolatka, której pasją jest śpiew, gra na gitarze oraz pisanie wierszy, będące dla niej swoistą autoterapią. Marzy o pracy w ośrodku dla osób bezdomnych, a także o wyjściu z pomocą do tych ludzi. Od pół roku ma nawrót depresji, z którą pierwszy raz walczyła mając 12 lat.

7 thoughts on “Nie wezmę się w garść!

  1. „Co gąsienica nazywa końcem świata, mistrz nazywa motylem”

    Może nie jest to dobry czas na komentarz, skoro autorka – Ela jest w złym stanie, jednak podejmę ryzyko…

    Niewielu jest ludzi, którzy rozumieją stany depresyjne. Najprościej (z mojego doświadczenia) jest podrzucać im adekwatną lekturę. Zrozumienie istoty zależy jednak od chęci.

    Żadna depresja nie bierze się znikąd. tj. człowiek się z nią nie rodzi (chociaż obserwując postęp amerykańskich naukowców w dziedzinie diagnostyki psychiatrycznej spotkamy się z depresją w fazie płodu; dużo zależeć tu będzie od lobby farmaceutycznego 😉 ) Zaistnienie depresji warunkowane jest przede wszystkim doświadczeniami/środowiskiem/niesłusznym stylem życia. W sytuacjach beznadziejnych faktycznie wyjściem jest sięgnięcie po leki, natomiast sięgając po nie warto sobie uświadomić konsekwencje regulowania funkcjonowania organizmu poprzez farmakologię psychiatryczną. O tym większość lekarzy nie informuje swoich pacjentów. Niestety. Rozpoczęcie leczenia wszelkich zaburzeń psychicznych farmakologią wiąże się z nieodwracalnym uwrażliwieniem mózgu (nie będę się to mocno rozwlekać na temat skutków ubocznych i silnego uzależnienia od leków).

    Leki antydepresyjne powinny być stosowane doraźnie i odstawiane b a r d z o stopniowo. Problem z lekami antydepresyjny polega na tym, że w wielu przypadkach ich stosowanie (szczególnie tych należących do grupy selektywnych inhibitorów zwrotnego wychwytu serotoniny) przyczynia się do zaistnienia innych zaburzeń natury psychicznej, np. manii. W konsekwencji pacjent w krótkim czasie może z diagnozy depresji awansować na diagnozę choroby afektywnej dwubiegunowej, lub borderline. Szybkie odstawanie antydepresantów może prowadzić do stanów psychotycznych, bezsenności, itp. (gros strzelanin zabójczych mających miejsce w niedalekiej przeszłości w USA jest autorstwa ludzi/młodzieży, która nagle odstawiła leki psychiatryczne,, a którzy przed rozpoczęciem leczenia nie wykazywali zachowań agresywnych <- daje do myślenia)

    Zdarzają się przypadki, kiedy depresja jest wynikiem schorzenia fizycznego, niestety w mojej wieloletniej karierze pacjentki (zarówno w Polsce, jak i za granicą) nie spotkałam ani jednego! lekarza, który podjąłby minimalną próbę weryfikacji przyczyn, czy to fizjologicznych, czy psychicznych mojej kondycji psychicznej. Wszyscy "pomagali" receptami na leki, które niwelowały objawy; nie leczyły. Nie zwracając uwagi zupełnie na przeżyte traumy, problemy z układem trawiennym (nerwica żołądka, zespół jelita wrażliwego), zaburzoną gospodarkę hormonalną, itd, a te wszystkie czynniki w sposób znamienny (dowiedziono naukowo) wpływają na kondycje psychiczną.

    Najlepszym lekarstwem na zaburzenia natury psychicznej jest właściwa psychoterapia połączona z odpowiednim stylem życia (depresja w krajach słabo rozwiniętych niemal nie występuje, czemu?. Tu niestety również mamy pod górę. Trafienie na kompetentnego psychoterapeutę może trwać latami, jak w moim przypadku. Co gorsza, znaczna większość psychiatrów w Polsce nie uważa, by jej zastosowanie miało wielkie znaczenie w procesie leczenia schorzeń psychicznych. Szokujące! Minusem psychoterapii jest rozciągnięcie czasowe. Lecząca psychoterapia może trwać latami; zastosowanie farmakologii daje "poprawę: po kilku tygodniach…. pytanie, co jest bardziej skuteczne i daje długotrwałe efekty (bez skutków ubocznych).

    "Wzięcie się w garść" nie ma absolutnie żadnego zastosowania. W moim przypadku czynniki działające w stanie depresyjnym:

    1. Psychoterapia.
    2. Kontakt ze strony przyjaciół.
    3. Minimalny ruch (nie byłam w stanie, ale zmuszałam się do spacerów i truchtania).
    4. Oglądanie w kółko polskich kabaretów (fenomenalne właściwości lecznicze ma moje zdaniem kabaret "paranormalni")
    5. Wykluczenie używek, rafinowanego cukru i glutenu.
    6. Zwiększenie spożycia bananów, orzechów nerkowca i cynamonu.
    7. Kompleks witaminy B w postaci suplementu.
    8. I tak… leki też pomogły na chwilę, natomiast ich zastosowanie w pierwszej kolejności "rozwaliło" mi w perspektywie długofalowej życie.

    Prewencyjnie pomaga również joga i medytacja.

    Warto postudiować również właściwości suplementu pod nazwą lithium orotate.

    Ela, TRZYMAJ SIĘ SWOICH PASJI! Za żadną cenę nie pozwól im sobie ich odebrać. I jeśli miałabym coś więcej doradzić; jesteś młodziutka – NIGDY, absolutnie NIGDY nie daj się skusić na żadne narkotyki, absolutnie żadne, włączając w to "zbawienną" w wielu schorzeniach marihuanę. Osoby ze skłonnościami do depresji mają nadwrażliwy system dopaminowo-serotoninowy i wszelkie działania w postaci spożywania narkotyków mogą działać "nie-książkowo" z ogromną szkodą.

    PS. Mam nadzieję, że mój komentarz nie będzie postrzeżony jako "nie na miejscu".

    1. Dziękuję Ci za to co napisałaś. Zgadzam się z Tobą bardzo. Ja sama nawet nie myślałam o lekach. Psycholog zaleciła mi wizytę u psychiatry widząc, że zły stan psychiczny się przedłuża, że idą święta(pierwszy dzień świąt Bożego Narodzenia był jednocześnie pierwszą „miesięcznicą” śmierci dziadka, więc dniem szczególnym) i że jestem w klasie maturalnej, a więc potrzebuję szybko stanąć na nogi. Oczywiście leki były (i nadal oczywiście są) połączone z psychoterapią (miałam to szczęście, że psycholog szkolna otoczyła mnie dobrą, profesjonalną opieką).
      Co do narkotyków-nie chcę patrzeć nawet w ich stronę. Dość ostrożnie obchodziłam się nawet z lekami nasennymi, które dostałam(Signopam), gdyż były pochodną narkotyku i mogły uzależniać. Dlatego też starałam się brać sie co kilka dni, aby tego uniknąć.
      Dziękuję Ci też za wskazówki, których udzielasz z własnego doświadczenia. Sporo z tego i ja staram się wdrażać. Spacery z psem,spotkania z przyjaciółmi nie pozwalają mi zakopać się pod kołdrą.
      Pozdrawiam Cię ciepło! 🙂

      1. Cieszę się, że mój komentarz nie okazał się być „nie na miejscu”.

        U mnie pierwsze problemy zaczęły się zaraz przed klasą maturalną, i „dzięki” lekom klasy SSRI parę lat później wystąpiła mania psychotyczna, a ja skończyłam z diagnozą choroby afektywnej dwubiegunowej, trzykrotnie będąc hospitalizowana wbrew mojej woli. Lekarze powiedzą, że właśnie depresją zaczyna się ChAD :-)))) problem jest taki, że lekarze odnoszą się jedynie do przypadków, które były przez nich „leczone”. Twierdząc, że ChAD zaczyna się od depresji usprawiedliwiają krzywdy jakie wyrządzają pacjentom. Jak również ci sami lekarze nie podejmują minimalnych kroków, by zastanowić się gdzie leży źródło problemu. Mówią, że to genetyczne, na co nie ma żadnych dowodów naukowych.

        To tak, jak z trądzikiem; można go wyleczyć, lecząc jego źródło, a nie poprzez stosowanie kremów lub makijażu.

        https://www.youtube.com/watch?v=NXAri6EFUc8&t=75s

        Pozdrawiam 🙂

    2. Są antydepresanty, które nie uzależniają, dzięki nim mogę normalnie żyć, chodzić do pracy, nie płakać prawie. Ja nie mam przyjaciół, bez tabletek nie miałam pasji, bo nic mnie nie obchodziło. Mania i agresywne zachowania na pewno mi nie grożą, za dobrze znam siebie, nie zamierzam też odstawiać tabletek od razu. Jestem bardzo pokojowo nastawionym człowiekiem, tabletki mnie nie zmieniły. Terapia mi nie pomagała, bo moja depresja nie wynika z jakichś zewnętrznych czynników czy nieprawidłowych myśli, nie mam niskiej samooceny, nie mam problemów w życiu, po prostu wszystko jest mi obojętne i życie mnie nie interesuje. Bez tabletek odczuwałam ciągłe zmęczenie i nie mogłam wstać z łóżka. Terapia tego nie zmieniłaby.

  2. Jeszcze tylko dla jasności, uważam, że bywają przypadki (np. myśli samobójcze), kiedy DORAŹNA (!) interwencja farmakologiczna może być zbawienna…. natomiast nie rodzimy się z myślami samobójczymi…. i one nie wynikają z genów, jak również się ich nie dziedziczy.

    1. Skłonność do chorowania na mózg, czyli choroby psychiczne, jak najbardziej się dziedziczy. Dlatego m.in. nie planuję dzieci, nie chcę stwarzać nowego człowieka, który miałby zmarnowane życie, bo matka z depresją zdecydowała się rozmnażać. Moja depresja nie wynika z żadnych problemów życiowych, po prostu się przypałętała znikąd. Tym bardziej mogłaby się przypałętać mojemu dziecku.

      1. W moim przypadku bardzo prawdopodobne jest że skłonność do takich chorób mam po mamie(razem z siostrą,która też choruje, podejrzewamy po różnych zachowaniach mamy że miała ona zaburzenia psychiczne) ale osobiście nie żałuję, że mama mnie urodziła. Myślę ze życie jest najpiękniejszym darem jaki Kobieta może dać z siebie. I myślę że jeśli będziemy wspierać dziecko to możemy je uchronic przed choroba. Ale to tylko moje skromne zdanie. Proszę się w żadnym wypadku nie czuć zaatakowaną 🙂

Dodaj komentarz