Pół roku w szpitalu psychiatrycznym

Spędziłam pół roku w szpitalu psychiatrycznym i myślę, że umieszczenie mnie tam było najlepszą decyzją, jaką mogli podjąć moi rodzice. Przed przyjęciem byłam w bardzo złym stanie, trudno mi sobie wyobrazić, co by się stało, gdyby tego nie zrobili. Byłam wyczerpana psychicznie, fizycznie też czułam się coraz gorzej. Podczas pobytu na oddziale zdiagnozowano u mnie depresję, nerwicę natręctw i zaburzenia odżywania.

Zostałam przyjęta w biegu, dzięki znajomości mojego dziadka z panią ordynator. Trafiłam na oddział dziecięcy obserwacyjny, na salę z siedmiolatką, która uwielbiała zombie i papierosy. Moje pierwsze uczucie po wejściu na korytarz to było przerażenie. Było głośno. Z jednej z sal obserwacyjnych słyszałam, jak kilka dziewczyn śpiewało „Czerwone Maki pod Monte Casino”. Znowu na stołówce, na której musiałam czekać, wspomniana wcześniej siedmiolatka i dwóch na oko dwunastolatków śpiewało piosenki Gangu Albanii. Ze stresu pierwszej nocy zniszczyłam szczęśliwego misia od babci.

Pierwsze dni były okropne ze względu na stałą obserwację. Warunki sanitarne i jedzenie też dawały wiele do życzenia. Jak tak przeglądam mój stary dzienniczek posiłków, to jadłam wtedy głównie chleb z masłem, potem przez pewien czas nic, aż zemdlałam i dostałam specjalną dietę. Bardzo potrzebowałam wtedy kontaktu z ludźmi i na tym się skupiłam. Opowiadałam mojej koleżance z pokoju bajki o zombie i ślimakach w jajkach na dobranoc, pozwalałam jej rysować brzydkie rzeczy w moim pamiętniku. Znalazłam sobie na chwilę przyjaciółkę, z którą zachwycałyśmy się razem creepypastami, marzyłam, że w kimś się zakocham. Ciągle jednak czułam się niekochana i samotna.

Istnieje stereotyp, że w szpitalach psychiatrycznych palą, gwałcą i mordują. Nie wiem, jak jest na oddziałach dla dorosłych, ale jedyna krzywda, jaka mi się stała ze strony innego pacjenta, to uderzenie w nos od małego autystyka, któremu nie chciałam dać czekolady. Personel również był dość delikatny, chyba, że ktoś dopuszczał się przemocy na nim, sobie lub innych (co się zdarzało sporadycznie, raczej u młodszych chłopców). Wtedy były zastrzyki, pasy i kaftany, ale to raczej normalne i na miejscu. Co do palenia i przemycania niedozwolonych rzeczy, wszyscy wiemy, że to się zdarza. Personel starał się to tępić, najbardziej zdyscyplinowani pacjenci donosili o podejrzeniu posiadania żyletek, szkła czy igieł. Dbaliśmy o siebie nawzajem. Zawsze był ktoś, kto da podpaskę, czy spróbuje uspokoić w trakcie ataku, żeby uniknąć kolejnego zastrzyku.

Będąc w szpitalu byłam w o tyle złej sytuacji, że moim lekarzem była ordynator oddziału. Znaczy to tyle, że widziałam się z nią raz na miesiąc na piętnaście minut, ewentualnie w nagłych przypadkach. Nie pomogło mi to w leczeniu, chociaż podobno to był lekarz z dużym doświadczeniem. Z opowieści wiem, że inni psychiatrzy byli lepsi, czy gorsi – wszystko zależy, jak się trafi. Tak samo, jeśli chodzi o psychologa.

Uważam jednak, że warto korzystać z opieki lekarskiej, ciągle starając się o jak najlepszą. Jak mówiłam, gdyby nie szpital pewnie bym już nie żyła lub trwale się okaleczyła. Naprawdę się cieszę, że tam trafiłam. To brzmi głupio, ale stała opieka, dostęp do leków i terapeuty, czasowe ograniczenie kontaktów z rodzicami oraz starym środowiskiem szkolnym było mi naprawdę potrzebne, żeby poczuć się lepiej. W tej chwili od półtora roku chodzę do szkoły, mam zdrowy stosunek do jedzenia i utrzymuję stałe kontakty z ludźmi (a nawet mam zamiar wyznać komuś miłość!!).  Miewam załamania, ale mój stan jest stabilny i pomimo częstych smutków funkcjonuję normalnie. Uśmiecham się, gdy to piszę i jednocześnie zbiera mi się na płacz. Wszystko naprawdę dobrze się skończyło.


Autorką tekstu jest Alicja – czternastolatka bardzo rozwijającą się manualnie. Szyje, uczy się szydełkować, szkicuje. Ma aspiracje, żeby pójść do liceum plastycznego. W wolnym czasie uczy się języka rosyjskiego i gra w mało wymagające gry. W przyszłości chce zostać biologiem i wytatuować sobie kosmos na plecach. Od dwóch lat zmaga się z depresją, natręctwami i nieokreślonymi zaburzeniami odżywiania. Głównie właśnie czynności manualne sprawiają, że pozostaje aktywna.

12 thoughts on “Pół roku w szpitalu psychiatrycznym

    1. Z terapeutką widywałam się raz w tygodniu o stałej godzinie, ale w razie potrzeby w każdej chwili mogłam poprosić o rozmowę z lekarzem lub psychologiem.
      Trzymaj się jakoś proszę!!

  1. Byłam w szpitalu 3 miesiące nie wspominam tego najlepiej pobili mnie kilkukrotnie grozili (oczywiście pacjenci) mam 16 lat w szpitalu byłam jak miałam 15 to było rok temu. Prawie dokładny rok temu. Pewnie jeszcze w tym roku tam wrócę coraz gorzej się czuje psychicznie ciągle płaczę nie wiem co ze sobą zrobić.

    -Oliwia

    1. Jejku, to straszne. Z wieku zakładam, że byłaś na młodzieżówce i choć słyszałam, że jest tam źle to myślałam, że nie dochodzi tam do przemocy.
      Chciałabym Ci dać kwiatka na pocieszenie, bo naprawdę przykro mi się zrobiło. Nie mam nawet specjalnie rad (i bardzo nie lubię ich dawać). Gdy miałam okres, że znowu było bardzo źle zaczęłam sobie dawać w kość nauką i książkami, chociaż niektórych może to bardziej przybijać.
      Trzymaj się jakoś proszę

      1. Na mnie juz nic nie działa jest tylko gorzej, tak byłam na młodzieżówce. Jak pisałam nie wspominam tego dobrze. Na oddziale młodzieżowym ludzie są inni. Jeśli już raz się tam trafiło to jest praktycznie 100% ze się tam jeszcze kiedys wróci. Stamtąd nie wychodzi się raz na zawsze.

  2. Jesteś niesamowita 😉 podziwiam Cię. tez choruje na depresje niedawno zaczęłam normalnie funkcjonować .Przez dwa miesiące nie wstawała z lóżka było blisko szpitala .Wyciągnęła do mnie rankę osoba która kiedyś zmagała się z depresja była w szpitalu tak jak ty . uratowała mi Zycie
    wydaje mi się ze ten artykuł był bardzo potrzebny mi jak i innym dziękuje ci 🙂 .
    jesteś bardzo wartościowa osoba i chyba dojrzalszą od demnie mimo ze jesteś młodsza:) .
    pozdrawiam cię kochana dziennik ze podzieliłaś się swoja historia jesteś bardzo odważna
    pozdrawiam cie cieplutko:):) i żebyś nigdy nie musiała się z tym na powrót mierzyć .

    DZB 15lat

    1. Dziękuję Ci bardzo!!
      Ogromnie miło mi się czyta takie słowa, bo miałam troszkę oporów przed tym tekstem i bałam się komentarzy. Cieszę się również, że spotkałaś taką cudowną osobę!!
      Trzymaj się proszę

  3. Ja bardzo żałuję pobytów w szpitalu.Były to najgorsze wydarzenia w moim życiu.W zwykłych szpitalach psychiatrycznych,oddziały dziecięce i młodzieżowe bardziej niestety przypominają moim zdanie poprawczak niż miejsce w którym człowiek ma się leczyć z depresji.W porównaniu do kliniki jest to przepaść,choć i tam nie jest idealnie,ale zdecydowanie spokojniej.
    Sama jestem zwolenniczką leczenia ambulatoryjnego.Nie ma nic gorszego niż pobyt na oddziale psychiatrycznym.Krótki wywiad na początku z lekarzem,jedna rozmowa z psychologiem albo wcale i wszechobecna nuda.Personel średni też nie lepszy.Tylko plotki i ploteczki.Jeżeli ktoś byłby na tyle zdeterminowany,aby sobie coś zrobić,nie miałby z tym żadnego problemu.Dlatego należy wszystko robić by nie dopuścić do takiego stanu,w którym jedyna możliwość to pobyt w szpitalu.
    Mimo,że teraz mam już 22 lata,a to było 8 lat temu to nadal siedzi we mnie trauma.W sumie to już o tym nie myślę chyba,że chcę sobie trochę powbijać szpilek.

  4. Proszę Cię o wskazówki namiar na Ciebie moj syn jest w szpitalu od 2 tygodni i nie chce się leczyć. Jak go przekonać do leczenia

  5. Na oddziale dla dorosłych jest podobnie tylko mam niedozwolone rzeczy i nikt jeszcze na mnie nie doniósł. Niewiele osób wie. Kiedyś byłam w pasach za autoagresję. Dostaje relanium w tyłek. W sumie jestem 4 raz, mam ostre wahania nastroju i po próbie samobójczej. Marzę o powrocie do domu i na terapię do mojego psychologa. Tutaj ta pani psycholog mnie olewa, wszystkim poświęca czas tylko nie mi. Jeszcze mnie krytykuje, w ogóle nie rozumie. Mam za to spoko dr prowadzącego, jest bardzo ostrożny i dokładny.

Dodaj komentarz