Moja choroba to nie ja.

Myśli samobójcze to codzienność, nieustanna walka z samym sobą. Jakoś funkcjonujesz, czasami udaje ci się wstać z łóżka, a nawet przygotować śniadanie. Ale co z tego skoro nic nie daje ci szczęścia? Życie ma tylko jedną, szarą barwę. – mówi 17 letnia Weronika. Nastolatka po raz pierwszy na oddział psychiatryczny trafiła w trzeciej klasie gimnazjum po próbie samobójczej. Zdiagnozowano wówczas zaburzenia psychotyczne, później schizofrenię paranoidalną.

Błędna diagnoza.

Weronika rozpoczęła terapię, zaczęła zażywać zalecone leki.  Była zdeterminowana i dużo od siebie wymagała. Postanowiła, że choroba nie stanie jej na drodze, zdała test gimnazjalny z dobrymi wynikami i dostała się do wymarzonego liceum. Mimo wielkiego wysiłku i wsparcia najbliższych, we wrześniu stan zdrowia Weroniki znacznie się pogorszył.  – Nie byłam w stanie dłużej chodzić do szkoły, objawy były nie do zniesienia. Całymi dniami spałam, bałam się wyjść z domu.  Czułam się obserwowana, a jednocześnie bezsilna, słaba, nie nadająca się do niczego. – opowiada Weronika.

Zaniepokojona mama nastolatki postanowiła zwrócić się o pomoc do szpitala psychiatrycznego w Warszawie, aby zweryfikować postawioną wcześniej diagnozę. Sytuacja była nietypowa, ale lekarze podjęli się takiego wyzwania. Okazało się, że Weronika została nieprawidłowo zdiagnozowana. Lekarz psychiatra wykluczył schizofrenię paranoidalną, stwierdził natomiast chorobę afektywną jednobiegunową. – Weronika bardzo długo była leczona w zupełnie niewłaściwy sposób. Niektóre z objawów, były po prostu efektem źle dobranych lekówtłumaczy mama Weroniki. Wyraźnie poruszona po chwili dodaje –  Dla nas to była duża trauma.

Schizofrenia paranoidalna to rodzaj zaburzenia psychicznego, w którym dominują omamy i urojenia o różnej treści. 

Choroba afektywna jednobiegunowa to taki rodzaj depresji, w którym objawy obniżonego nastroju na przemian pojawiają się i ustępują ulegając czasowej remisji. Wraz z każdym nawrotem epizodu depresji, rośnie ryzyko wystąpienia kolejnego, którego przebieg jest jeszcze ostrzejszy.

źródło: poradnikzdrowie.pl

Niestety, stan opieki psychiatrycznej w Polsce nie wzbudza zachwytu. Dzieci i młodzież mają trudność z dostaniem się do specjalistów. Ich problemy w dalszym ciągu bywają bagatelizowane, zrzucane na karb okresu dojrzewania. Brakuje specjalistów zajmujących się dziećmi z problemami natury psychicznej, brakuje miejsc, w których dzieci takie mogłyby uzyskać pomoc. Brakuje również systemu, który usprawniałby proces udzielania pomocy, który pozwalałby na wczesne wykrywanie potencjalnych problemów i przeciwdziałanie im. – przyznaje zespół Fundacji Zobacz JestemMarta Soczewka koordynator kampanii Zobacz… ZNIKAM, mającej na celu zapobieganie samobójstwom wśród dzieci i młodzieży oraz Joanna Kaczyńska, psycholog i wolontariuszka Fundacji.



Wymarzona szkoła?

Niestety na drodze Weroniki i jej najbliższych pojawiła się kolejna poważna przeszkoda. W szpitalu, w którym przebywała dziewczyna, nie było liceum, a rok szkolny trwał. Jednak szkoła, w której Weronika z takim entuzjazmem rozpoczęła naukę, nie wyraziła chęci uruchomienia nauczania indywidualnego na terenie szpitala. – Na własne życzenie wypisałam Weronikę ze szkoły, ponieważ dyrekcja powiedziała, że lepiej będzie jak ją sobie zabiorę. Szkoła nie wywiązała się z obowiązku zorganizowania nauczania. W obliczu faktu, że szpital jest w Warszawie, a my mieszkamy na w południowej części Polski, była pewna ilość czynności do wykonania przez dyrektora szkoły, jak znalezienie placówki czy nauczycieli. To było do zrobienia, jednak zabrakło dobrej woli. – zaznacza mama Weroniki.

Czułam się wtedy okropnie. Nie dość, że już prawie 5 miesięcy spędziłam na zamkniętym oddziale, kilkaset kilometrów od domu to jeszcze szkoła nie chciała mnie przyjąć. Moje życie wywróciło się do góry nogami. Czułam się inna, wykluczona ze społeczeństwa. Odwrócili się ode mnie najbliżsi, przecież „nienormalnych” trzyma się z  daleka. Rodzina traktowała całą sytuację jak temat tabu. Kazali mi zakrywać ręce, bo nie chcieli, żeby ktoś zobaczył, że są pocięte. Zrobiłam coś złego? To moja wina? – pyta Weronika. To tak jak z podejściem do większości chorób. Nie wszystko od razu jesteśmy w stanie zaakceptować. – przyznaje mama nastolatki.

Rozmowy z „obcym”.

Jedyna szkoła w okolicy, która przyjęła Weronikę, to placówka prywatna. Płatna, ale nie było innego wyboru. – Na początku było trudno. Nauczyciele, którzy wiedzieli o mojej chorobie traktowali mnie inaczej. Byli bardzo ciekawi, pytali „Jak to jest w takim szpitalu? A masz jakieś urojenia? Wahania nastroju?”. Rozumiem, dla nich to była nowa sytuacja, jednak nikt nie zapytał jak sobie daję radę w nowej szkole. Uczniowie też byli dość bezpośredni. Padały pytania: „Byłaś w psychiatryku?! Jak tam jest?!”. Często też słyszałam: „Cięłaś się?! Widziałem blizny!” albo ,,Co robisz? Kiedy masz zamiar znowu się pociąć?”. Poczułam się inna, gorsza i odrzucona . Wtedy brakowało mi kogoś, kto powie , „Werka, wszystko z tobą w porządku, twoje schorzenie nie czyni cię gorszym człowiekiem.”.

Jak rozmawiać z dzieckiem, które zmaga się z problemami psychicznymi? Na to pytanie odpowiada zespół z Fundacji Zobacz… Jestem – Spokojnie. Wyrazić gotowość do rozmowy, nawet na tak trudny temat. Odwoływać się do obserwowanych zachowań dziecka – może jego nastrój wydaje się obniżony. Nie zakładać, że wie się lepiej, że to przecież jeszcze dziecko, że może to tylko okres dojrzewania. Zachęcać do dzielenia się uczuciami, obawami. Jeśli pojawiają się treści, wskazujące na ryzyko podjęcia przez dziecko próby samobójczej, nie uciekać od tego tematu.

Moja choroba to nie ja.

W nowej szkole Weroniki na początku kompletnie nie wiedziano jak się zachować w stosunku do osoby z problemami psychicznymi. Proces dochodzenia do stabilizacji trwał długo.  Jednak dzięki wielu godzinom rozmów, a przede wszystkim otwartym komunikowaniu własnych obaw, odczuć i potrzeb, obu stronom udało się dojść do porozumienia.  Teraz Weronika jest pod dobrą opieką. Wie, że nie jest dziwna, ani gorsza, tylko dlatego, że leczy się psychiatrycznie. Niektórzy codziennie mierzą poziom insuliny we krwi, inni zażywają tabletki na nadciśnienie, jeszcze inni na depresję. – Nie traktuję moich blizn po samookaleczeniach jako „przypominajki” o moim cierpieniu. Są dla mnie teraz symbolem wygranej walki. Mam wokół siebie wiele bliskich osób, które wiedzą o moich trudnościach, ale dla nich to nie ma znaczenia. Moja choroba to nie ja. Oni o tym wiedzą. Ja też.


Amelia Gruszczyńska

Historii wysłuchała i spisała ją: Amelia Gruszczyńska – uczennica 2 klasy gimnazjum w edukacji domowej. Założycielka „Porcelanowych Aniołków” oraz pomysłodawczyni i organizatorka akcji społecznych i charytatywnych. Amelia bierze udział w kampaniach społeczno-edukacyjnych: „Twarze depresji. Nie oceniam. Akceptuję” oraz „Zobacz… ZNIKAM”. Jej pasjami są dziennikarstwo i medycyna. Marzy o założeniu własnej fundacji pomagającej dzieciom i młodzieży chorującym na depresję. Sama przeszła epizod depresyjny

4 thoughts on “Moja choroba to nie ja.

  1. ŁADNIE NAPISANE.

    Natomiast w poście niewłaściwie jest zdefiniowana choroba afektywna dwubiegunowa (tekst w
    ramce; jest bardzo mylący dla ludzi wchodzących w tematykę zaburzeń psychicznych). Również odnosząc się do jego treści trudno by zgodzić się, że diagnoza ChAD’u w tym przypadku jest słuszna. Nie kwestionuję jej, natomiast brak jest argumentów potwierdzających występowanie górek emocjonalnych (manii) – tak charakterystycznych dla zaburzenia afektywnego dwubiegunowego….

    Pozdrawiam gorąco 🙂

Dodaj komentarz