Mamo o anielskich skrzydłach

Mamo,

urodziłaś mnie pewnego lipcowego poranka, tonącego w żarze upalnego słońca. Kołysząc mnie w swoich ramionach otuliłaś miłością. Pisałaś, jak w Twoim sercu obudziło się wielkie pragnienie o sile sięgającej nieba. Pragnienie, bym zawsze czuła się tak bezpiecznie, jak przy Twojej piersi. Pamiętam jak biegałam boso w słoneczne poranki tańcząc z wiatrem, a Ty obserwowałaś z troską te pląsy. Sprawiłaś, że mój dziecięcy świat był pełen beztroski i słodyczy, którą uwielbiałam oblepiać sobie rączki.

Nagle pojawiła się choroba i bezlitośnie wyrwała mnie z Twoich objęć. Twoje ciało takie drżące, posiniaczone, nakłute lśniącymi igłami, stało się zupełnie obce wzbudzając we mnie lęk… Nie powiedziałam Ci tego wcześniej z obawy, że mogłabym sprawić Ci przykrość. Ból przeszywał Cię całą, drapał, szczypał, był obecny przy każdym oddechu, nie dawał nawet na chwilę o sobie zapomnieć. Śmierć szeptała Ci do ucha, a Ty – chcąc mnie chronić – zagłuszałaś ją swoim śmiechem.

Mamo, widziałam jeziora pełne gorzkich łez w Twoich oczach. I milczałam wrzeszcząc z całych sił.

Skrępowana, omotana, coraz częściej znikałaś w labiryncie szpitalnych korytarzy, ale jak po nici Ariadny zawsze do mnie wracałaś. Kiedy dowiedziałam się parę tygodni temu, że zmarłaś, moja rzeczywistość, poczucie bezpieczeństwa w jednej chwili rozsypały się. Darłam się, wyłam jak zwierzę rozdrapując wściekle zagojone rany. Chciałam ten ból z siebie wyszarpać, ale rwałam się tylko na strzępy.

Często budzę się w nocy przerażona i spocona, nie mogąc złapać tchu. Nie potrafię niczym wypełnić tej pustki, którą Twoja śmierć we mnie wydrążyła. Gdy widzę, jaki chaos po sobie zostawiłaś, przepełnia mnie złość. Ale musisz też wiedzieć, że tęsknię za Tobą, bo moja miłość do Ciebie jest nieskończona. Doceniam Twój wysiłek, który włożyłaś w wychowanie mnie, naukę, jak pięknie żyć. Jestem wdzięczna za wszystko, co od Ciebie otrzymałam, bo to bezcenne bogactwo. Dziękuję.

Mamo o anielskich skrzydłach i spokojnym spojrzeniu – chroń mnie. Daj siłę do przeżycia napotkanych przeze mnie trudności. Mam nadzieję, że kiedyś się jeszcze spotkamy, w jakiejkolwiek postaci.

Wreszcie znalazłaś ulgę i ukojenie. Śpij mamo, odpoczywaj.

Kocham Cię,

Amelka


Autorką tekstu jest Amelia Gruszczyńska

Autorem górnego zdjęcia zamieszczonego we wpisie jest Bernard Branecki


październik 2016

10 thoughts on “Mamo o anielskich skrzydłach

  1. Droga Amelio,

    utrata mamy to największy cios jaki życie mi dało przez moje 19 lat życia. Chciałabym Ci powiedzieć, że ból przejdzie, że w końcu zapomnisz, że „będzie lepiej”. Prawdą jest, że mija w tym roku 6 lat, a mnie boli bardziej niż wcześniej, że codziennie o niej myślę, że jest… inaczej. Czas daje nie tyle ulgę, co przyzwyczajenie się do tej wielkiej dziury, która została wydrążona w twojej klatce piersiowej.
    Czuję się okropnie pisząc te słowa, ale mi ich nikt nie powiedział, a one okazały się prawdą.
    Bardzo długo byłam silna, nie płakałam i nie chodziłam na terapię, a teraz płacę za to cenę.
    Nigdy nie rezygnuj z pomocy, gdy ktoś dobry wyciąga do Ciebie rękę, nawet jeśli nie zawsze będziesz miała siłę tę rękę złapać.
    Pamiętaj, że jesteś wyjątkowa, dobra i piękna. Robisz dużo dla innych, ale teraz czas zająć się sobą i nie ma w tym nic złego.
    Też piszę listy do mamy.
    Gdybyś kiedykolwiek potrzebowała rozmowy: weronikachlebowska98@gmail.com
    Trzymaj mamę blisko serca, a zawsze będziesz miała poczucie, że patrzy i jest przy Tobie.

    Nie jesteś w tym sama, Amelio.

    Weronika

  2. Amelio. Pamiętam jak widziałam Ciebie i Twoją mamę na DYF 2016, gdzie mówiłaś, że Cię wspiera, pomaga, zawsze miałaś w niej wsparcie. Było po niej widać, że jest z Ciebie dumna i szczęśliwa. Taka mama to skarb.
    Mam nadzieję, że jej strata nie zmieni Cię drastycznie i nadal będziesz nosiła radość wszystkim dookoła swoim istnieniem. Nie martw się, gdziekolwiek jest na pewno patrzy i Cię chroni.
    Nie zapomnij, masz nas. Choć jesteśmy z internetu, niewiele o sobie wiemy, to rozmowa pomaga.
    Powodzenia Amelio.
    Asia

  3. Miałam przyjemność poznać Twoją mamę parę miesięcy temu w czasie warsztatów. Spędziłam w Jej towarzystwie kilka godzin. To był wyjątkowy czas. Przyjmij proszę moje najszczersze wyrazy współczucia. Wierzę, że mama będzie nadal czuwać nad Wami <3

  4. Nie bój się nie lękaj się,nie znasz mnie,ja nie znam Ciebie,jedyne co mogę zrobić i co przychodzi mi do głowy to pomodlić się w intencji Twojej mamy i przyjąć komunie świętą za spokój jej duszy.Na pewno Twoja mama chce, żebyś żyła jak najpiękniej i dzieliła się tym co masz w sobie najlepszego a zwłaszcza miłością.Trzymaj się!
    Krzysiek.

  5. Hej! Tu Iza
    Trafilam tu przypadkiem .
    Nie wiem co czujesz, ale na pewno wielki bol i strate 🙁
    Mam depresje od prawie 10lat 🙁
    Jakos sobie radze, tyle prob samobojczych, tyle razy szpital psychiatryczny…
    Trudno zaakceptowalam juz te chorobe, zmierzam do swego celu, pomagam ludziom
    Ty trzymaj sie, taka mam to skarb.
    Moja mnie nie kocha , niestety.

    Jak chcesz pogadac to pisz

    izabela.wrona@vp.pl

  6. Piękny tekst Amelko, masz talent. Pisz, bo pisanie przynosi ulgę, wiem to.
    Poniższy mój tekst, to jedyny jaki odważyłam się publikować w sieci. W porównaniu do Twojego jest marny, ale płynie z serca.
    Dla Ciebie:

    W bezradności życiowej,
    jak słowik w złotej klatce,
    w desperacji dogłębnej
    ugrzęzłaś,
    ruszyć się trudno.
    W zaciszu serca,
    jak w tafli cichego jeziora,
    w zamyśle bezdennym
    trwasz,
    wyrwać się nie możesz.
    W zabłąkanym słowie,
    jak w labiryncie luster,
    w zagubionym uczuciu
    tkwisz,
    wydostać się ciężko.
    Zanim uwolnisz się z klatki
    i popłyniesz na drugi brzeg,
    zanim zobaczysz w lustrze
    swą prawdziwą twarz,
    zamknij oczy,
    wejdź w głąb swej duszy.
    Co czujesz?

Dodaj komentarz