Dzieci niedorosłych rodziców, czyli parentyfikacja oczami dziecka

Odkąd na Ziemi zamieszkały zwierzęta, jasne było kto kim się zajmuje. Dorosły osobnik tygrysa szablozębnego opiekował się swoim młodym. Dorosły szympans opiekuje się małym szympansem. Tak też powinno być u ludzi – rodzic zajmuje się dzieckiem. Co, kiedy role w rodzinie się odwracają i to na barki dziecka zrzucony zostaje ciężar opieki nad rodzicem?

Parentyfikacja to sytuacja, kiedy dziecko „przejmuje” dorosłe role w swoim domu i rodzinie. Oczywiście jest to ponad jego siły psychiczne i fizyczne.

źródło: www.poradniapsychologiczna.com.pl

Wyróżnia się różne jej rodzaje i przyczyny, jednak dziś chciałabym skoncentrować się na roli “sparentyfikowanego” dziecka, bo niestety coraz więcej młodych ludzi dojrzewa zbyt wcześnie, wchodząc w rolę dorosłego.

Jak czuje się dziecko niedorosłego rodzica? Czy jest świadome swojej roli?

Otóż nie, jako dzieci nie jesteśmy świadomi zamiany ról w naszych domach. Rodzic jest dla nas całym światem. Kropka. To nie zmienia się od wieków. Gdy cały świat się wali, robisz wszystko, żeby go podtrzymać, podnieść, ułożyć na nowo. Tak robią dzieci, gdy rodzice nie są w stanie sami poradzić sobie ze swoimi trudnościami (z wielorakich przyczyn). My (jako ich dzieci) wkraczamy w rolę mediatorów, terapeutów, rozjemców, dbamy o dom, rodzeństwo – jednym słowem, stajemy się młodymi dorosłymi. Nasza psychika dojrzewa zbyt szybko, w ciele dziecka (czy później nastolatka) żyje człowiek 30/40-letni.

Jednak pomimo tego, nadal jesteśmy dziećmi. Co z beztroskimi latami biegania na bosaka po mokrej trawie, pod okiem czujnej mamy czy taty? Oczywiście, biegamy po łąkach, ale nie na bosaka, a w ciężkich butach, zrobionych z ołowiu, smutku, odpowiedzialności, zbyt wczesnej dojrzałości. Buty parentyfikacji są za duże na małe stopy dziecka, ale przecież mając pare(naście) lat, nie jesteśmy świadomi ich noszenia. Żyjemy w świecie, którego centrum są rodzice (bądź rodzic). My nie wiemy, co nosimy na swoich ramionach, żyjemy, mając oficjalnie lat 15, a w rzeczywistości 50.

Jak pomóc dorosłemu dziecku? Czy da się zwrócić utracone lata dzieciństwa?

I tak i nie. Tak, pomóc można – samo zwrócenie uwagi na rolę dziecka, pracę, jaką wykonuje w domu, podniesie go na duchu. W końcu dzieci potrzebują uwagi, a skoro atencja, jaką dostają od rodziców nie spełnia ich potrzeb, bo skupiona jest na właśnie na zaspokojeniu rodzica, błędne koło parentyfikacji się zamyka. Nie, bo dzieciństwa nie da się zwrócić, ale można je “opłakać” na przykład podczas terapii, która okazuje się być niezmiernie pomocna w radzeniu sobie z tym problemem.

Drodzy Rodzice, pamiętajcie o tym, że jesteśmy dziećmi. Przychodzimy na ten świat mali, bezbronni, naiwni – to do Was należy opieka nad nami (oczywiście do pewnego momentu i z zachowaniem zdrowych granic). To nie MY mamy wychowywać Was. Nie zapomnijcie, że dziecko nie jest mediatorem, pomocnym ramieniem, czy workiem treningowym. Jesteśmy tylko albo aż Waszymi dziećmi.


Autorką tekstu jest Aleksandra – uczennica 3 klasy liceum. Prowadząca Tumbler’a Porcelanowych Aniołków. Ambasadorka ogólnopolskiej kampanii “Zobacz… ZNIKAM”, której celem jest zapobieganie samobójstwom wśród dzieci i młodzieży. Ola była dwukrotnie hospitalizowana z powodu depresji. Swoją przyszłość wiąże z praca z ludzmi. Zaangażowanie w działania Porcelanowych Aniołków jest dla niej formą autoterapii.

Dodaj komentarz